Produktywność

Czy pamiętałem o wyłączeniu żelazka?

Czy pamiętałem, żeby wyłączyć żelazko? Czy wyłączyłem kuchenkę? Często miałem takie myśli kilka minut po wyjściu z mieszkania lub nawet później, w ciągu dnia, będąc już biurze. Raz myśl o niewyłączonym żelazku była tak nieznośna, że wyszedłem wcześniej z biura i pojechałem do mieszkania to sprawdzić. Oczywiście zastałem wyłączone żelazko… Kto z Was nie miewa takich myśli? Ręka do góry :) Nie widzę zbyt wielu rąk…

Do utworzenia tego wpisu zainspirowała mnie koleżanka, który skomentowała jeden z poprzednich postów o pamiętaniu, co chcesz zrobić. Pisałem wtedy o znalezieniu czegoś, co pozwoli przypomnieć sobie myśl, którą chcesz zapamiętać. Powiedziała mi, że robi coś podobnego, kiedy chce pamiętać o rzeczach typu wyłączone żelazko czy kuchenka.

Dlaczego tak często nie potrafimy zapamiętać tych drobnych, ale ważnych czynności? Zostawienie włączonego żelazka czy włączonej kuchenki może spowodować poważne szkody. Mimo wszystko nie potrafimy przywołać w pamięci, czy to zrobiliśmy, czy nie. Często nie potrafimy przez to skoncentrować się nad tym, co robimy, bo myślimy „włączone czy niewłączone? pali się już czy jeszcze nie?…”. Myślę, że przyczyny dlaczego tak się dzieje są dosyć proste do znalezienia (przynajmniej w moim przypadku). Zwykle jest to mix wykonywania wielu zadań na raz i porannego pośpiechu. Jak często przygotowywaliście śniadanie jednocześnie prasując i pakując rzeczy do zabrania ze sobą? Nic dziwnego, że nie potrafimy zapamiętać, czy zrobiliśmy tę małą rzecz: czy wyciągnęliśmy wtyczkę z kontaktu…

Jak sobie z tym poradzić? Mam dla Was dwa sposoby: jeden od mojej koleżanki, drugi ode mnie.

Lauren powiedziała mi, że kiedy chce zapamiętać, czy coś zrobiła wykonuje w tym samym czasie jakąś dziwną czynność. Coś bardzo odległego od normalnego zachowania w danej sytuacji. Na przykład robi pajacyka, śpiewa, klaszcze w dłonie itd. Jest to na tyle inne od tego, co człowiek zwykle robi, wyłączając żelazko, że zazwyczaj pamięta, że to zrobiła. I kiedy przypomina sobie robienie pajacyka wie, że wyłączyła żelazko. Proste? Tak. Śmieszne? Trochę. Działa? Tak!

Ja mam trochę inne podejście do tego problemu. Kiedy chcę zapamiętać wykonywanie jakiejś czynności mówię do siebie głośno opisując, co właśnie robię. Jeżeli chcę zapamiętać wyłączanie żelazka powiem do siebie coś takiego: „Dominik, skończyłeś prasować. Sięgasz po wtyczkę i wyciągasz ją z kontaktu. Wyłączyłeś wtyczkę, widzisz, że wisi swobodnie i nie jest włączona”. Później, kiedy w głowie pojawi się pytanie „czy żelazko jest wyłączone?” wiem, że jest wyłączone. Pamiętam opisywanie tej sytuacji.

Czy te techniki są użyteczne tylko dla opisanych sytuacji? Nie. Używam ich także w innych przypadkach. Dzięki nim oszczędzam sporo czasu, nie zastanawiając się, czy coś jest zrobione, czy nie. Mogę skupić się nad czynnościami, które akurat wykonuję.

Macie jakieś swoje sposoby pamiętania o takich rzeczach? Jeżeli tak, to podzielcie się nimi :)

P.S. Dzięki Lauren za pomysł na wpis :)

Zdjęcie   od  Bre Pettis na licencji CC BY

 

 

Czytaj dalej
Produktywność

Wszystko ma swoje miejsce

Odkładaj na swoje miejsce. Kropka. Łatwo powiedzieć, a tak trudno zrobić. Przynajmniej ja mam z tym trudność. A takie podejście ma same zalety! Jakie? Poniżej opisałem kilka najważniejszych z mojego punktu widzenia.

Do spróbowania odkładania na swoje miejsce zainspirował mnie David Allen, który w swojej książce, “Getting Things Done”,  opisuje metodologię zarządzania zadaniami. Odkładanie rzeczy na swoje miejsce jest bardzo istotne w tej metodologii. A ponieważ od zawsze miałem z tym problemy, potraktowałem to jako wyzwanie.

Od kilku miesięcy staram się skrupulatnie odkładać rzeczy na swoje miejsce. I uwierzcie mi, jestem zszokowany jak pozytywne ma to skutki. Prosta zasada – zawsze odłóż na docelowe miejsce, świetnie się sprawdza. I dotyczy to wielu obszarów. Kilka przykładów opisałem poniżej.

  • Wszelkie dokumenty, które przetwarzane są w wersji papierowej, zamiast położyć na biurku lub po prostu włożyć do szafki, kładę tam, gdzie jest ich miejsce: do odpowiedniej teczki, zanoszę do osoby, do której powinny trafić, a ostatnio coraz częściej skanuję lub robię zdjęcie i wrzucam do niszczarki. Oszczędzam czas na szukanie dokumentów, kiedy będą mi potrzebne lub kiedy będę porządkował stertę papierów zalegających na moim biurku.
  • Ubrania w domu, po zdjęciu z suszarki lub np. po powrocie do mieszkania, staram się odłożyć na odpowiednią półkę lub do szafy. Poczucie porządku – bezcenne. Łatwość znalezienia, kiedy szukam np. swetra – ogromna.
  • Klucze od domu i samochodu wkładam do przeznaczonego na to pojemnika. Niezliczoną ilość razy, tuż przed wyjściem z mieszkania, szukałem kluczy. Traciłem na to czas i nerwy. Teraz dokładnie wiem, gdzie są. Zawsze odkładam je w to samo miejsce.
  • Pliki trafiają do odpowiednich folderów na dysku lub w chmurze. Rozliczenie wyjazdu – do folderu z rozliczeniami, załącznik z dokumentacją projektu – do folderu danego projektu, zdjęcia od stolarza – do folderu przeznaczonego na pliki związane z urządzaniem mieszkania itd. Oczywiście pliki zawsze można  wyszukać, ale jeżeli wiem, gdzie są zapisane, będzie to szybsze.
  • Notatki w OneNote do odpowiednich notatników i sekcji. Jeżeli notatki ze spotkania są w notatniku „praca i sekcji spotkania”, znajdę je dużo szybciej, niż próbując zgadnąć nazwę notatki i szukając jej.
  • Przyprawy do odpowiednich pojemników. Po gotowaniu staram się odłożyć przyprawy na swoje miejsce, mniej więcej tam, gdzie były. Dużo szybciej po nie sięgnę następnym razem.
  • Zdjęcia od odpowiedniego folderu. Mam mnóstwo zdjęć. Od kilku lat porządkuję je wg schematu: rokmiesiącdata + nazwa wydarzenia. Dzięki temu jest mi bardzo łatwo znaleźć zdjęcia np. ze spaceru z września 2014 r.

Mógłbym mnożyć przykłady, kiedy odkładanie na miejsce ma ogromną wartość, ale przypuszczam, że już wiecie, co miałem na myśli.

Jak wiele rzeczy, które opisuję na blogu, wymaga to wytworzenia u siebie nawyku. Na początku wydawać się Wam będzie, że to zbędny wysiłek, z którego nic dobrego nie wychodzi. Ale po pewnym czasie (miesiącu?), kiedy będziecie robić to skrupulatnie, zobaczycie jak niewiele potrzeba, żeby znaleźć właściwe miejsce, gdzie powinniście odłożyć to, co macie w rękach. I będziecie zdziwieni, o ile łatwiej jest Wam ogarnąć otoczenie. Powodzenia!

 

Zdjęcie  od Trizah na licencji CC BY

Czytaj dalej
Produktywność

Im dłuższy łańcuch tym lepiej

Słyszeliście kiedyś o Jerrym Seinfeldzie? Nie zdziwię się, jeżeli nie. To jeden z najbardziej znanych w USA komików, gwiazda popularnego w Stanach w latach dziewięćdziesiątych sitcomu “Seinfield”. Dlaczego o nim piszę? Ponieważ jest także pomysłodawcą bardzo skutecznej metody pomagającej osiągać zamierzone cele przez wytwarzanie nawyków. Metoda polega na budowaniu łańcuchów.

Na czym polega metoda Seinfielda? W skrócie chodzi o to, żeby jak najczęściej robić coś, nawet niewielkiego, co przybliża nas do celu. Seinfield radzi, aby w widocznym miejscu powiesić kalendarz i za każdym razem, jak zrobimy tę jedną małą rzecz, zaznaczyć ją w nim. Z czasem zauważymy, że tworzy się nam łańcuch z zaznaczonych dni, w których wykonaliśmy jakąś czynność związaną z naszym celem. Po pewnym czasie ten łańcuch będzie na tyle długi, że nie będziemy chcieli go przerwać i zaczniemy go kontynuować. Nawet wtedy, kiedy nie będziemy mieli chęci pracować nad naszym celem. Wydaje mi się, że działa to na zasadzie powiedzenia sobie: już tyle dni z rzędu nad tym pracowałem, szkody byłoby to przerwać. I tak naprawdę to staje się Twoim jedynym zadaniem nie przerwać zbudowanego łańcucha. W ten sposób wytwarzasz w sobie nawyk codziennej pracy nad swoim celem małymi krokami, ale stale przybliżasz się do niego.

Kluczowe w tej metodzie jest wizualizowanie łańcucha. Można to zrobić na wiele sposobów. Jednym z nich jest użycie serwisu w typu Don’t Break The Chain. W nim zaznaczacie kolejne dni, kiedy udało się Wam pracować nad wybranym zadaniem. Ja jednak uważam, że najlepiej, jeżeli taki łańcuch będzie widoczny częściej niż tylko w momencie otworzenia strony internetowej. Do wizualizacji łańcuchów preferuję użyć coś powieszonego na ścianie. Może to być kalendarz z widokiem wszystkich dni w roku (łatwo można znaleźć w Internecie gotowe kalendarze) lub tabelka narysowana własnoręcznie.

Zaznaczanie kolejnego dnia, w którym się coś zrobiło to naprawdę miłe uczucie :). A jeżeli jest to już 10, 30, 100 dzień z rzędu, to postawienie kolejnej kropki czy innego znaczka jest bardzo przyjemne. Czasami zdarzy się Wam pominąć jeden dzień. Powody mogą być bardzo różne choroba, wyjazd itd. Świadomość (i zwizualizowanie w kalendarzu) ile włożyliście w to pracy pozwala kontynuować Wasz projekt, pomimo jednego pominiętego dnia. Przynajmniej ja czegoś takiego doświadczyłem.

Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć moje kalendarze. Jeden z nich jest narysowany na kartce i wisiał przyklejony do szafy, a drugi narysowałem na ścianie pomalowanej farbą tablicową. Zaznaczam tam kilka rzeczy, nad jakimi jednocześnie pracuję, również te nawyki, które już mam utrwalone.

 

Metoda jest bardzo prosta. Jej założenia są banalne do wypełnienia. W kolejnym dniu zrób coś, co przybliża Cię do Twojego celu. Następnego dnia zrób to samo i powiększ swój łańcuch zbudowany z pojedynczych dni. To twoje jedyne zadanie! Małymi krokami do celu!

Powodzenia w budowaniu łańcuchów:)

 

 

Czytaj dalej
Komunikacja

Co mogę zrobić, aby zwiększyć swoje szanse następnym razem?

Jednym z moich obowiązków w pracy jest rekrutowanie pracowników do mojego zespołu. Przeprowadziłem dziesiątki, o ile już nie setki rozmów kwalifikacyjnych, zatrudniając kilkadziesiąt osób i informując pozostałe o tym, że nie zostały zatrudnione. Jak do tej pory tylko 5 z osób, których nie zatrudniłem zapytało mnie o przyczynę odrzucenia ich kandydatury.

Proces rekrutacji w firmie, w której pracuję jest kilkuetapowy. Zaangażowany w niego jest zarówno kierownik zespołu, jak i inni programiści, którzy sprawdzają merytoryczne przygotowanie kandydatów. Jednak na końcu za wynik rekrutacji odpowiedzialny jest kierownik i to on decyduje o tym, czy kogoś zatrudnimy czy nie.

W firmie, w której pracuję staramy się informować o wynikach rekrutacji tak szybko, jak tylko jest to możliwe, zwykle nie później niż w ciągu dwóch tygodni od ostatniego spotkania. Zazwyczaj koleżanka z działu HR dzwoni do takiej osoby i przez telefon informuje o wyniku rekrutacji. Bardzo rzadko zdarza się, że kandydat, którego z jakiegoś powodu nie zatrudniliśmy zadaje bardzo ważne pytanie: Dlaczego nie zostałem zatrudniony/zatrudniona? Co mogę zrobić, aby zwiększyć swoje szanse następnym razem?

Bardzo szanuję ludzi, którzy mają odwagę zadać te pytania! Wymaga to dużej odwagi i otwarcia na potencjalnie trudną do przyjęcia informację zwrotną na temat tego jak ta osoba zaprezentowała się w czasie rekrutacji. Ale jeżeli masz odwagę zadać takie pytania, to pokazujesz, że Ci zależy i że chcesz poprawić te obszary, w których słabiej wypadłeś/wypadłaś. W tym momencie już mam ochotę zaprosić Cię jeszcze raz na rozmowę i sprawdzić co zrobisz z informacją zwrotną, którą Ci dałem.

Za każdym razem, gdy ktoś pyta mnie o to, co może poprawić, staram się odpowiedzieć w szczegółowy sposób. Niezależnie od tego, czy powodem był słaby angielski, niewystarczające umiejętności programistyczne, zbyt małe doświadczenie – staram się być uczciwy.

Nie widzę zagrożenia w zadawaniu tych pytań, rezultat może być tylko pozytywny. Zdobywasz nowe doświadczenia, dowiadujesz się jak przygotować się na następne spotkanie, wyróżniasz się z tłumu kandydatów, których nie zatrudniliśmy i zwiększasz swoje szanse zatrudnienia w przyszłości!

Nie bój się – po prostu pytaj. A jak nie dostaniesz odpowiedzi? Hmm, to także jest wartościowa informacja na temat firmy, w której chciałeś pracować, czyż nie? ;)

Zdjęcie   od tdes na licencji CC BY

Czytaj dalej
Komunikacja

Najtrudniejsze są pierwsze słowa

Uwielbiam rozmawiać z ludźmi. Ludzie są interesujący, rozmowa zwykle jest przyjemna, no i zawsze można się czegoś nowego dowiedzieć – o rozmówcy, o świecie, a nawet o sobie. Jeżeli znam mojego rozmówcę, rozpoczęcie rozmowy jest proste. Ale już nawiązanie kontaktu z nieznajomymi jest dla mnie trudne. Ostatnio często uczestniczę w spotkaniach projektowych, wychodzę z uczestnikami projektu do restauracji i ogólnie mam wiele spotkań z nieznanymi mi ludźmi. Aby pomóc sobie w rozpoczęciu rozmowy przygotowałem sobie listę potencjalnych tematów, od których można taką rozmowę rozpocząć.

Weźcie proszę pod uwagę, że to, co opisuję poniżej nie jest scenariuszem rozmowy. Zwykle po tym, jak nawiążę kontakt z rozmówcą, rozmowa sama płynie, pojawiają się nowe, interesujące tematy i nie potrzeba już żadnej „ściągi” o czym rozmawiać. Nie opisuję sposobów na rozpoczęcie “small talków”, ale daję Wam kilka pomysłów, jak rozpocząć ciekawą rozmowę. I to wszystko na podstawie własnych doświadczeń.

Poniżej znajdziecie kilka wskazówek, w jaki sposób można przygotować się do spotkania z nowymi ludźmi.

  • Zrób rozpoznanie przed spotkaniem. Jeżeli idę na kolację z klientem albo z partnerem z projektu, zwykle czytam o miejscu, do którego się udajemy. Staram się dowiedzieć jakiego rodzaju potrawy są podawane w restauracji, w której mamy się spotkać i znajduję coś, co można polecić. Czytam o firmie klienta/partnera oraz o ich ostatnich projektach. Wiem z jakiego kraju/miasta pochodzi mój gość. Każdym z tych tematów można rozpocząć rozmowę przy stole.  Wiedząc co jest warte polecenia w restauracji, możecie o tym opowiedzieć. W naturalny sposób można zapytać, jak udał się ostatni projekt. Wiedząc skąd jest Twój rozmówca możesz zapytać co poleca zobaczyć, kiedy wybierzesz się w odwiedziny do jego kraju/miasta.
  • Opowiedz o tym, co ostatnio się dowiedziałeś/dowiedziałaś. Wszelkie ciekawostki, interesujące fakty, nowinki są dobrym sposobem na zainteresowanie rozmówcy. Jestem pewny, że dużo czytacie, oglądacie filmy, słuchacie podcasty oraz serfujecie po Internecie. Robiąc to, dowiadujecie się wielu rzeczy. Użyjcie ich! Przeczytaliście artykuł o ujemnych odsetkach w jednym z banków w Niemczech? Opowiedzcie o tym! To temat, który dotyka każdego i raczej każdy będzie tym zainteresowany. Wszyscy trzymamy pieniądze w bankach. (Opowiedziałem o tym naszym gościom ostatnio i w ten sposób rozpoczęła się 30 minutowa dyskusja o systemach bankowych). A takich tematów jest nieskończenie wiele.
  • Wspomnij o swoich ostatnich projektach i aktywnościach. Pracujesz nad czymś ciekawym? Byłeś członkiem dużego projektu? Przygotowujesz się do maratonu? Planujesz miesięczną podróż? Uczysz się tańczyć? Podziel się tym ze swoimi gośćmi. To także są tematy, które zwykle wywołują dyskusję, są początkiem rozmowy. Obserwuj co zainteresowało Twojego rozmówcę i kontynuuj te tematy, które są dla wszystkich ciekawe.
  • Wiedz co się dzieje w Twojej branży. Zwykle spotykamy się z ludźmi ze swojej branży, firmy, z którą współpracujemy, klientem. Porozmawiaj z nimi o tym, co nowego dzieje się w Waszym obszarze zainteresowania. Jakie są nowe trendy? Które technologie są na fali? Czy wykorzystują te nowości w swojej pracy?
  • Dowiedz się czegoś o zawodzie rozmówcy. Jeżeli spotykasz kogoś po raz pierwszy, możesz zapytać o to, czym się zajmuje. Co robi? Na czym polega jego/jej praca? Co jest interesującego w tym, co robi? Co jest najtrudniejsze? Większość ludzi lubi opowiadać o takich rzeczach.
  • Pogoda/lokalizacja/podróż/język. Jeżeli naprawdę nie wiesz jak rozpocząć rozmowę, po prostu zacznij od pogody (o tym jak niezwykle ciepło/zimno jest jak na tę porę roku), zapytaj jak Twój gość dostał się do miejsca gdzie się spotykacie. Jeżeli spotykasz się z obcokrajowcem, zapytaj o jego/jej język. Przy okazji możesz nauczyć się nowych słówek ;)

Oczywiście zdarzają się trudni rozmówcy, którzy na każde pytanie odpowiedzą krótkim „tak”, „nie” lub „nie wiem”. Mimo wszystko próbowałbym jednego z wyżej opisanych tematów. Większość z nas ma jakiś temat, który go interesuje. Prędzej lub później powinno nam sie udać na niego trafić. A jeżeli nie, no cóż – poćwiczymy sobie przynajmniej sztukę rozpoczynania rozmowy :)

To tylko kilka pomysłów, które możesz wykorzystać, aby rozpocząć rozmowę. Pamiętaj, to tylko pomysły, jak sprawić, że zaczniecie rozmawiać. Z własnego doświadczenia wiem, że zwykle każdy z tych tematów rozwija się w bardzo różnych kierunkach. Ale przecież o to chodzi. Po prostu zacząć rozmowę i potem już tylko cieszyć się nią. Najtrudniej jest zacząć, a wszystko co potem jest już łatwiejsze.

A co Wy robicie, kiedy spotykacie nowych ludzi? Jak rozpoczynacie rozmowę? Może jesteś osobą, która po prostu potrafi rozmawiać z każdym o wszystkim? A może oczekujesz aż ktoś inny rozpocznie rozmowę? Jestem bardzo ciekaw Waszych spostrzeżeń i doświadczeń. Będę bardzo wdzięczny za wszelkie komentarze :)

Zdjęcie od JakeandLindsay Sherbert na licencji CC BY

Czytaj dalej
Komunikacja

A gdybym był…

Ciekawe, jak naszą komunikację postrzega mój rozmówca… Taka myśl często pojawia się w mojej głowie. Zwłaszcza kiedy komunikuję się z kimś za pomocą e-maila, komunikatora czy komentarzy w systemie do prowadzenia projektów. Ten ostatni przypadek postanowiliśmy przetestować z członkami mojego działu.

Zaproponowałem moim koleżankom i kolegom grę w „zamianę ról”. W skrócie chodziło o to, żeby trzy strony komunikacji – klient, konsultant, programista – zobaczyły jak to jest być kimś innym w komunikacji.

W tym celu stworzyliśmy uproszczony model naszego systemu do prowadzenia projektów – JIRA. Jest to rozbudowany system obsługi zgłoszeń, grupowania ich w projekty, ułatwiania zarządzania nimi, komunikacji wewnątrzprojektowej. Na co dzień komunikują się w nim wszystkie strony uczestniczące w projekcie. Poprosiłem programistów, aby wybrali rolę konsultanta lub klienta, a konsultantów poprosiłem o zostanie programistami. Klienci mieli przygotowane systemy, do których wymyślali zgłoszenia o błędach, zapotrzebowanie na nowe funkcjonalności i pytania, a cały zespół miał za zadanie je przetworzyć, tak jak w rzeczywistym systemie.

Całe ćwiczenie trwało parę godzin i wydaje się, że dostarczyło uczestnikom dużo wrażeń. Ale nie tylko zabawa była celem. Na koniec ćwiczenia okazało się, że mamy sporo ciekawych wniosków, które można uogólnić i zaaplikować do wielu zespołów. Część to pewnie znane wszystkim truizmy, ale i tak uważam, że warto je powtórzyć. :)

  • Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile pracy mają pozostali członkowie projektu – wszystkie strony komunikacji mają w niej spore wyzwania. Nie jest tak, że tylko my mamy trudności, dużo do zrobienia, wiele spraw do odhaczenia itd. Każdy ma swoje wyzwania. Niemal wszyscy uczestnicy ćwiczenia zwrócili na to uwagę – byli zdziwieni ilością komunikacji, która jest wymagana od klienta, konsultanta i programisty.
  • Nasze procesy są zwykle bardziej skomplikowane niż nam się wydaje – pracujemy używając zdefiniowanego procesu. Modyfikujemy go, udoskonalamy, wprowadzamy nowe możliwości. Po kilku miesiącach, latach jesteśmy tak do niego przyzwyczajeni, że nie zauważamy, że to co zbudowaliśmy to ogromna machina. Pracując z modelem tego systemu, zastanawiając się nad jego każdym krokiem, zwróciliśmy uwagę na to, jak skomplikowany jest to proces. Na przykład zauważyliśmy ile razy w trakcie przetwarzania zgłoszenia zmienia się jego właściciel (assignee). Nie dostrzegamy tego na co dzień.
  • Bardzo niewiele potrzeba, aby ułatwić pracę pozostałym członkom zespołu – każdy może trochę pomóc pozostałym uczestnikom komunikacji. Zwykle problemy z którymi oni się borykają są powtarzalne, a wyeliminowanie jednego typu problemów bardzo ułatwia pracę.
  • Nikt z nas nie jest wielozadaniowy – każde kolejne zgłoszenie, jeżeli ma być przetworzone jak najszybciej, wymagało przerwania obecnie rozwiązywanego zadania. To dodatkowo uświadomiło wszystkim, że dobry system zarządzania zgłoszeniami to podstawa, aby praca z dziesiątkami przychodzących zgłoszeń była możliwa.

Mam nadzieję, że te i pozostałe wnioski, które są już bardzo specyficzne dla mojego zespołu, usprawnią naszą codzienną komunikację. To co jest opisane powyżej może przyda się i Wam :)

Po skończonym ćwiczeniu zostałem wręcz zasypany pomysłami co jeszcze można byłoby uwzględnić w zabawie w przyszłości, tak aby przetestować więcej przypadków i bliżej przyjrzeć się temu,  jak to jest być po drugiej stronie. Na pewno jeszcze nie raz spróbujemy tego rodzaju ćwiczeń.

P.S. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o szczegółach warsztatów lub może chcielibyście, abym Wam pomógł w ich przeprowadzeniu, to zapraszam do kontaktu ze mną.

Zdjęcie z Wikipedia na licencji CC2.0

Czytaj dalej
Produktywność

Na pewno to zapamiętam!

Masz świetny pomysł, przypomniałeś/przypomniałaś sobie o czymś, co masz zrobić, wymyśliłeś/wymyśliłaś co robić w weekend. Myślisz sobie „muszę to zapamiętać”. Trzydzieści sekund później zapominasz o co chodziło. Po kilku godzinach pojawia się w Twojej głowie myśl „miałem/miałam świetny pomysł, ale nie pamiętam co to było”, „miałem/miałam coś zrobić, ale nie pamiętam co”… Zdarza się Wam coś podobnego? Macie czasami uczucie, że coś wymyśliliście, ale nie możecie sobie przypomnieć co? Mnie się to zdarzało bardzo często… Niemal za każdym razem, kiedy pomyślałem „na pewno to zapamiętam”, zapominałem co to było.

Czy jest jakiś sposób pozwalający poradzić sobie z tym problemem? Dzisiaj opiszę co ja zrobiłem, aby pozbyć się tego uczucia raz na zawsze. (Spoilery – wciąż od czasu do czasu zapominam, ale dużo rzadziej niż kiedyś :) )

Zacznę od oczywistej rady – zapisuj wszystko, o czym chcesz pamiętać. Brzmi prosto i zapewne większość z Was wzruszy teraz ramionami i powie „próbowałem, ale nie wyszło”. Jest kilka powodów dla których może to być trudne i się nie udać:

  • Tak naprawdę nie zapisujesz wszystkiego – wydaje się nam, że robimy notatki ze wszystkich pomysłów, ale założę się, że jest wiele rzeczy, których jednak nie zapisujesz. Mamy tendencję do zapisywania pomysłów powiązanych z naszymi większymi zobowiązaniami, typu: napisz raport, wyślij fakturę, zapłać rachunek. Ale jest też wiele rzeczy, które z jakiegoś powodu pomijamy: zadzwoń jutro do Tomka , posprzątaj biurko, pomysł na prezent dla partnera, genialny plan na wieczór. Z jakiegoś powodu wydaje się nam, że akurat te rzeczy zapamiętamy.
  • Zapisujemy nasze zobowiązania w zbyt wielu miejscach – często zapisujemy na małych karteczkach, które potem gubimy. Tworzymy wiele różnych list: w pracy, w domu, w telefonie. Teoretycznie zapisujemy to co chcemy zapamiętać, ale potem nie możemy znaleźć naszych zapisków.
  • Zapisujemy zbyt mało szczegółów – często zapisujemy coś, co potem niewiele nam mówi.  Czytasz później swoje zapiski i zastanawiasz się co miałeś/miałaś na myśli. Zdarzało mi się to bardzo często.
  • Nie masz możliwości zapisać tego co akurat przyszło Ci do głowy – to trudny orzech do zgryzienia. Jedziesz samochodem, biegniesz, jesteś na siłowni, w miejscu typu sala koncertowa – trudno jest wtedy zapisać cokolwiek, bo albo nie ma takiej fizycznej możliwości (nigdy nie zapisuję niczego prowadząc samochód) albo nie jest to społecznie akceptowane (zapisywanie na telefonie na sali koncertowej).
  • Jesteś w środku jakiejś aktywności – piszesz dokument, jesteś w środku pomodoro, nie chcesz odrywać się od tego, co akurat robisz.

Zapewne mógłbym wymienić jeszcze wiele innych powodów dlaczego nie udaje się nam zapisywać naszych myśli i pomysłów. Do wymienionych powyżej mogę się odnieść, bo sam się z nimi spotkałem i próbowałem sobie z nimi poradzić. Jak? Poniżej kilka wskazówek:

  • Wybierz jedno miejsce do zapisywania wszystkich swoich pomysłów i rzeczy do zapamiętania – niech to będzie aplikacja w telefonie, kartka na lodówce, notatnik. Musi to być jedno miejsce, o którym myślisz zawsze, kiedy chcesz coś zapisać. Jeżeli jest to aplikacja w telefonie, niech to będzie jedna wybrana aplikacja. Jeżeli używasz notatnika, zapisuj zawsze na jednej, przeznaczonej do tego stronie. Staraj się zawsze mieć tę listę przy sobie. Powinna być dostępna w zasięgu ręki.
  • Monitoruj słowa kluczowe, które przychodzą Ci do głowy, kiedy chcesz coś zapamiętać – za każdym razem, jak pomyślę „Dominik, musisz zapamiętać”, to wiem, że powinienem natychmiast sięgnąć po notatnik i zapisać to, co właśnie pomyślałem, że powinienem zapamiętać. Włącza mi się w głowie alarm – uwaga, chcesz coś zapamiętać, ale jak tego nie zapiszesz, to zapomnisz. Spróbuj znaleźć podobne zdanie u siebie. Może uda Ci się odkryć schemat, którego zawsze używasz.
  • Zapisz to, co chcesz zapamiętać wraz z dodatkowymi informacjami – użyj słów kluczowych, czegoś co pozwoli Ci przypomnieć sobie co miałeś/miałaś na myśli. Na przykład zamiast pisać „zadzwoń do Tomka”  zapisz „zadzwoń do Tomka, ubezpieczenie, ostatnia rozmowa”. Będzie wiadomo, że masz do niego zadzwonić i zapytać o ubezpieczenie, o którym ostatnio rozmawialiście.
  • Kiedy nie masz możliwości zapisania myśli, stwórz dla niej wyzwalacz, który pozwoli Ci sobie o niej przypomnieć – opiszę na przykładzie o co chodzi. Załóżmy, że jestem w trakcie treningu biegowego. Nie mam pod ręką nic do pisania, korzystanie z telefonu jest utrudnione. Nagle przychodzi mi do głowy pomysł na nowy wpis na bloga o tym kiedy zadanie jest skończone. Wiem, że po treningu nie będę już tego pamiętał. Znajduję wtedy w otoczeniu coś co pozwoli mi sobie o tym przypomnieć. Powiedzmy, że akurat mijam mężczyznę spacerującego z żółtym psem na czerwonej smyczy. Myślę sobie wtedy: „żółty pies i czerwona smycz, blog o kończeniu zadań”. Jest ogromne prawdopodobieństwo, że następnym razem, kiedy zobaczę żółtego psa albo czerwoną smycz, przypomnę sobie o wpisie na bloga. Możliwe, że będę wtedy miał gdzie ten pomysł zapisać. Uwierzcie mi – to naprawdę działa :)

Powyższe pomysły pozwoliły mi ograniczyć ilość zapomnianych rzeczy. Dużo mniej też się frustruję, próbując sobie przypomnieć co chciałem zrobić. Wszystko mam zapisane i teraz pozostaje mi tylko przetwarzać te rzeczy, jedną po drugiej. Mam nadzieję, że Wam też trochę to pomoże w skutecznym realizowaniu swoich pomysłów (bo będziecie pamiętali te pomysły), ale też w uwolnieniu głowy z dodatkowego wątku pod tytułem „co ja chciałem zrobić?!”. Powodzenia :)

Zdjęcie od Flood G. na licencji CC BY

Czytaj dalej
1 20 21 22 23 24